W Bangkoku siedziałem z 6 dni. Z każdym nastpnym dniem miałem poczucie, że go coraz badziej marnuję i jeśli mam tak wydawać pieniądze, to lepiej jeśli zrobię to w piękniejszych okolicznościach przyrody.
Dlatego zdecydowałem się pojechać na wyspę Ko Chang – to druga największa wyspa Tajlandii, leży na krańcu wschodniego wybrzeża. Miałem nadzieję, że odległość od stolicy skutecznie odetnie pewną liczbę turystów. Zostałem tu na 3 noce.
W sumie założenie było prawdziwe. Masę turystów można spotkać w White Sand Beach i następnych. Natomiast im dalej na południowy zachód tym turystów mniej. Wcześniej sprawdzałem gdzie są tanie noclegi i wyszło mi, że na Bailan Bay. Pojechałem tam i po 15 minutach miałem nocleg za 250BHT w domku o standardzie „backpacker”. Co to znaczy powiecie. Ano zadaszona buda 3m x 3m z miniwerandą i hamakiem. W środku dobry materac 2m x 1,2m. Uchylane okna. Toaleta wspolna dla domków tej klasy. Domki bezpośrednio sąsiadują z lasem tropikalnym. Do morza jest 200m. Niestety nie było moskitiery, a być powinna. Ja na szczęscie kupiłem moskitierę w BKK taką 2 x 2 x 1,3. Cztery punkty zawieszenia. Wpierw byłem niezadowolony z wyboru – teraz cieszę się ogromnie. W domku okazało się, że ktoś wcześniej już mniej więcej powbijał gwożdzie w belki nośne🙂

To miasteczko okazało się być bardzo spokojne. Miało to swoje zalety, ale też nie było wielu młodych turystów więc nie było miejsca w którym można spędzić wesoło wieczorną imprezę.
Co prawda, mój ośrodek o nazwie Tarzan Island miał w repertuarze weekendowe granie, ale pomimo, że muzycy świetnie grali i śpiewali, nie było wielu słuchających.
Większość młodych lądowała w miasteczku 1,5 km wcześniejszym – Lonely Beach. Ja podjeżdzałem sobie tam skuterkiem. A właśnie – skutery. Można wszędzie wypożyczyć, pojemność 120 – 135cm🙂 Mniejsze pojemności motorków nie dałyby rady uciągnąć dwóch osób pod stromizny, których na wyspie jest sporo. Ma się większego pietra jadąc w dół niż do góry.
DSCF6502Nie ma znaczenia czy masz takie prawko czy nie. Jeśli umiesz się na tym poruszać to dadzą. Nominalna cena to 200BHT za dobę. Osobno sprzedają benzynę 91 w butelkach 0,5 i 1l ale lepiej opłaca się dojechać do stacji benzynowej. I jeżdżą ludzie w ogromnym przedziale wiekowym, nawet 10latki pociskają motorowerami. Niesamowite.

Wyspa jest owalem z grubsza. Niestety droga prowadzi od północy na południowy wschód oraz od północy na południowy zachód. Nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy krańcami południowymi. Konsekwencje są takie, że trzeba zrobić 45 km w jedną stronę. Wschód wyspy jest mało zagospodarowany. Nie ma białych, piaszczystych plaż, nie ma więc turystów.
Ma to ogromne zalety, bo przyroda jest tam ujmująca. A jest jedna plaża – Long Beach. Ale dojazd do niej jest offroadem samym w sobie. Dlatego mało kto tam się wybiera a dwa, że w skrajnym przypadku trzeba pokonać 90km tam i spowrotem. Tamta plaża ma też swój ośrodek, jedzenie, są domki za 250BHT, moskitiera, publiczna toaleta, nie ma za to prądu :)) Tak więc jeśli ktoś chce się naprawdę odciąć od wszystkiego to polecam. Ładne miejsce, ładny zachód słońca.


Wyspa ta sąsiaduje z paroma mniejszymi wyspami oraz ma dostęp do miejsc nurkowych. Generalnie takie pływanie z zaliczeniem kilku wysepek jest możliwe w ramach jednodniowej wycieczki.
Wnętrze wyspy jest górzyste, stromizny piętrzą się na maksymalną wysokość ponad 700 metrów. Na wyspie jest parę wodospadów. Wybrałem się ten najwyższy. Już wstęp mnie zabolał bo kosztował 200BHT a co wygórowana cena za to co potem widać. Idzie się może 20 minut i cała radość z tego że można się wykąpać w tej zimnej wodzie🙂


Aa i to właśnie na Ko Changu odkryłem te drobne tajskie przyjemności smakowe. Ciasteczka ze spienionego mleczka kokosowego, jakieś placuszki i to co lubię bardzo: wątróbka przy czym tutaj jest nadziewana na patyk i grilowana, przez co jest taka smaczna i suchutka mniam🙂