Nie ma na co czekać, mamy już połowę miesiąca, pozwolenie na pobyt kończy mi się 29go grudnia a przede mną jeszcze północ Tajlandii. Dlatego wsiadłem w autobus do Bangkoku i zaraz póżniej do Ayutthai – starej stolicy kraju.

Nocleg nie był problemem. Trzeba tylko w mieście wysiąść na ostatnim przystanku i albo zagadać do taxi na skuterze albo do lokalsa. Bylem akurat przy sklepie 7eleven – najpopularniejsza sieć marketów i zagadałem do lokalsa. Nie dość, że wiedział gdzie są tanie guesthousy to jeszcze zaoferował się, że przewiezie za free. No i 5 min później miałem nocleg. Spartański, skromny, ale wygodny i z dala od komarów za jedyne 160BHT – „B.J. Guesthouse”. W pobliżu są do wyboru noclegi za 300, 500 i 700 – kto co lubi.

Była już noc, więc jedynie zjadłem coś, wziałem prysznic po podróży i poszedłem spać. W tym mieście już dało się odczuć, że to nie taka komercha jak w Pattai, nawet ci taksiarze nie sa upierdliwi. Kiedy byłem w sklepie młody sprzedawca zafascynował się monetami z Polski. Głupi byłem i sprzedałem mu niektóre po oficjalnym kursie. Ale tylko tyle miał kasy :D  Wtedy pomyślałem, że jeśli takie coś jak 1 grosz budzi zainteresowanie, to musi to być jednak fajne miasto.

Rano było spoks, okazało się że przy mojej ulicy są dwie wypożyczalnie rowerów (40BHT za dzień). Dostaje się też mapkę. Super sprawa, polecam bo z buta obejrzeć większość tych ruin nie w sposób. A dzień upalny…
Moja holenderka sprawowała się dobrze i najpierw zawiozła mnie na dworzec kolejowy za rzeką. Aa trzeba powiedzieć, że stare miasto Ayutthai leży na wyspie utworzonej z 2 rzek i kanałów. Pierwszą rzeczą tego dnia było kupienie biletu do Chiang Mai – daleko na północy, 13 godzin pociągiem, więc wybrałem nocny pociąg o 21.01 z kuszetką. dopłata 35zł a komfort nieporównywalny. W sumie 766BHT. Trzeba dobrze uważać podczas zakupu, bo urzędnik domyślnie proponuje bilet na dolnym łóżku (extra 100BHT droższy). Co jeszcze było fajne to na dworcu stoi półka z wydrukowanymi rozkładami wszystkich linii kolejowych w kraju. Było tego 9 rodzajów. Format A4 albo większy, rozpiska z dokładnością do przystanku. Znajdź coś takiego w Polsce….

Jeździłem pomiędzy tymi Watami i robiłem foty. Nie wiem, bardzo podobne do siebie były – wyszystkie się rozsypują🙂 Swoje zrobiły wojska birmańskie kiedy rozpieprzyły miasto w 1766 roku. Nawet spoglądając na te ruiny można powiedzieć, że było wielkie i skomplikowane. Z wielkiego pałacu zostały fundamenty. Masakra. Na teren główniejszych Watów wchodzi się za opłatą 50BHT.

Dziwne jest jednak to, że ich kultura i sztuka polega na wielbieniu jednej postaci – Buddy. Stąd posągów jest do porzygu. Budda stoi, Budda leży, Budda siedzi w pozycji lotosu, ale moze mieć różne ułożenie rąk. Nie widziałem posągu jakiegoś innego człowieka. Coś na wzór greckich zainteresowań pięknem ciała. Jak miałem już dość tej historii świątyń znalazłem na mapie punkt oznaczony jako Muzeum Tajskich Łodzi.

To jest to – pomyślałem. Jak tu zrozumieć Tajów mieszkających w domach na palach wzdłuż rzek nie wiedząc jak się poruszali? Nawet Bangkok 100 lat temu był pełen kanałów.
Muzeum okazało się być na terenie prywatnej posesji. Nie dostaje ono dotacji od rządu. Nie ma też oficjalnej ceny za wstęp, tylko co łaska. Całość prowadził emerytowany nauczyciel szkutnictwa a teraz jego syn. Pasjonat w każdym calu. Ma łodzie naturalnej wielkości jak i zbudowane przez siebie modele. I tak wrzuciłem na stronę niewielką część zdjęć. Najatrakcyjniejsze i najcenniejsze (ze złotem) umieszczone są w osobnej sali, gdzie nie wolno fotografować niestety.
Strasznie mi się tam podobało. Byłem jedyny, gość mi opowiadał o tych modelach itd. Super. Wiele pracy włożyli w te modele. Wolę takie rzeczy oglądać niż ruiny. Jeśli będę chciał to może na zamówienie coś mi zbuduje🙂

Thai Boat Museum – Mon- Sun 9.00-17.00
12.1 Soi Khaomala Bang Lan Road
Ayutthaya 13000
thaiboatmuseum.com

W ogóle to miałem szczęście, bo wczoraj tj. 16go grudnia kończył się Światowy Tydzień Dziedzictwa Narodowego czy coś. No i wieczorem była mega impreza dla lokalsów na terenie jednego Watu. Super. Znów było dobre, tanie, tradycyjne tajskie jedzenie ! Były słonie jednak wzburzony byłem sposobem w jaki je traktowano. Miejsce gdzie stały było osobne w stosunku do głównej zabawy. Jednak posiadało swoje nagłośnienie ustawione ZA słoniami. W efekcie mała, piszcząca Tajka wydzierała sie wprost na nie i na ludzi którzy je oglądali. Jak mnie to wkur… Poszedłem do akustyka i wytłumaczyłem mu żeby ściszył to cholerstwo. Sprzężenia się aż robiły. A druga sprawa. Słonie miały ryczeć na zawołanie, klękać i inne takie. Ja pierdziu. Synonim siły i mądrości na targu…


Jednak z żalem musiałem wracać do pokoju i pakować się na pociąg, który notabene spóżnił się 1h40min.

Mała rada: jeśli chcecie wieczorem dostać się na pociąg i jesteście w pojedynkę, to najlepiej skorzystać ze skutera-taxi. 30BHT załatwiło sprawę, trasa może 3km.