We wcześniejszym wpisie określiłem to miasto jako miejsce wypadowe. Ja również je tak potraktowałem. Mając całkiem tanie lokum mogłem pozwolić sobie na dłuższe przebywanie w jednym miejscu. Kręciłem sie po mieście. Byłem przypadkowo na otwarciu lokalnego muzeum z darmowym żarciem, pokazami tradycyjnego tańca i mody z poprzednich wieków.
Spotkałem też parę Warszawiaków, z którymi spędziłem trochę czasu na początku podróży w Ko Chang. Szczerze mówiąc było to całkiem niezwykłe spotkanie, bo wcześniej widzieliśmy się 3 tygodnie temu i 1000km dalej. Takie coś trzeba uczcić🙂
Co prawda w mieście jest parę ciekawych Watów, no ale ile można chodzić po mieście? Wokół miasta w promieniu kilkudziesięciu kilometrów jest kilka miejsc wartych zobaczenia: park Doi Suthep-Poi odległy niecałe 16 km od miasta oraz park Doi Inthanon – jakieś 45 km w jedną stronę.

Najpierw chciałem dostać się do Doi Suthep, była tam do zwiedzenia świątynia w połowie drogi na szczyt oraz sama góra. Założyłem sobie, że jak stanę na drodze wylotowej w kierunku parku to bez problemu złapię lokalnego i taniego songthewa. Przechodziłem obok jakiegoś Watu w centrum miasta i stały tam songthewy dla turystów za 50BHT do tego parku. Ale mówię: Nie! musi być taniej. To przecież tak blisko.
No i sam siebie zrobiłem w konia. Droga wylotowa była zatłoczona, w upale szedłem licząc, że jakiś songthew sie zatrzyma, ma przeciez po drodze. Skurczybyki sie zatrzymywali i chcieli „jedyne” 200BHT za dojazd do Doi Suthep-Temple. Nawet sobie nie wyobrażacie jaki byłem zły na samego siebie. Siadłem na jakims przystanku. Nagle pojawił się sympatyczny starszy koleś mający ten sam problem i już było raźniej. Wstyd przyznać, nie pamiętam już jego imienia, ale był rozsądny i lubił opowiadać. Razem złapaliśmy podwózkę (20BHT) do ZOO, które jest oficjalnym przystankiem dla songthewów jadących do Doi Suthep-Temple. Z ZOO do świątyni następne 40BHT + czekanie aż się zapełni odpowiednią liczbą turystów. Taa no i straciłem więcej czasu i pieniędzy niż gdybym wziął songthew spod Watu w centrum🙂 Wejście do świątyni możliwe za opłatą.
Sam Wat jest całkiem interesujący. Może bardziej jego przepych i dobry wygląd. Z racji bliskości miasta jest to popularne miejsce odwiedzane przez turystów. Nic więcej mi ono nie mówi.


Wolałem wejść na szczyt tej góry. Wydawało mi się całkiem interesujące wejść na 1685m. Ale pojawiły się przeszkodzy: okazuje się kolejny raz, że Tajowie sa leniwi, nie lubia chodzić po górach nie mają więc dobrych map. Nie mają ich w ogóle, jedynie udało mi się zdobyć poglądowy schemat okolicy. Poza tym to było kolejne 12km pod górkę, całkiem stromą ale asfaltem. No to idę. Po 9km żar leje się z nieba, leje się ze mnie. Zatrzymałem się na jakimś punkcie widokowym – no i wtedy poznałem parkę, która jechała na pole namiotowe nieopodal szczytu. Zaproponowali podwózkę a ja się nie broniłem🙂 W ten sposób byłem po 16tej pod szczytem i z zaproszeniem na Ko Samui🙂
Pomny wszelkich ostrzeżeń, że słońce wkrótce zajdzie (17.30) jednak poszedłem w górę. W zasadzie nie wrócę w te okolice i trudno odpuścić jedyną szansę na wejście. Z perspektywy czasu jednak muszę przyznać, że kompletnie NIE WARTO iść na tę górę. Szczyt jest w gęstym lesie, na szczęście widoczna była tablica z nazwą szczytu.
Po zejściu jakimś starym nieużywanym szlakiem do drogi w zasadzie od razu złapałem stopa do świątyni a stamtąd bus do miasta.

Nauczony doswiadczeniami poprzedniego dnia, wynająłem skuter na jeden dzień, taki półautomat Honda Wave 110ccm. Zupełnie wystarczy i jest szalenie ekonomiczna. Wyszło ze 3 litry na 100km w górach?? Dzięki temu rozwiązaniu mogłem się zatrzymać gdzie i kiedy chciałem. A droga do szczytu Doi Inthanon (2565m) daleka i kręta…Trzeba dodać, że chciałem wejść na tę górę ponieważ jest najwyższą górą Tajlandii. Po drodze jest też parę wodospadów, ale naprawdę przyjemny jest tylko jeden: Wachiratharn.
Będąc na wysokości ok 2100m natknąłem się na kolejne Waty – Naphapholphumisiri i drugi mu bliźniaczy. Przełknąwszy wejściową opłatę zacząłem zwiedzać. W zasadzie miejsce to jest dobrym punktem widokowym na całą okolicę. Najlepszym z możliwych. Mogę spokojnie polecić.
Okazuje się, że w zasadzie to motocyklem można dojechac pod samiutki szczyt góry: Do przejścia pozostaje 50 metrów. Po pokonaniu tej ciężkiej wędrówki znajdujemy się w … lesie!

To już drugi raz, ja się tak nie bawię..