Nieszczęścia chodzą parami, tak więc po porażce w Koh Kong następna porażka spotkała mnie w Phnom Penh – stolicy Kambodży. Mój plan był prosty: zobaczyć pogrzeb króla, zobaczyć chiński nowy rok, zwiedzić muzeum ludobójstwa i polecieć do Tajlandii samolotem (żeby dostać 30 pozwolenia na pobyt).

  1. Pogrzeb króla. Król Sihanouk umarł w listopadzie. Uroczystości pogrzebowe ustalono na 1-4 lutego. Natomiast nigdzie, a nawet w necie nie można było znaleźć dokładnego planu obrzędów – co, gdzie, kiedy. Liczyłem, że największe uroczystości będą 4go, więc przyjechałem tam 3go. Wszystkie hotele i pensjonaty były pełne, a te które miały miejsca, były zbyt drogie dla mnie. Całe szczęście niedawno kupiłem porządny hamak z moskitierą za 12$. Znalazłem jeden zapełniony hostel (TAT Guesthouse, ulica nr 125), którego szefowa pozwoliła mi na rozkładanie hamaka na noc na tarasie za 2$:) Super sprawa. Taras był na drugim piętrze, było przewiewnie, miejsce osłonięte od słońca przez cały dzień. Tam nocowałem przez cały pobyt w stolicy. Sam pogrzeb – porażka. Okazało się, że procesja przez miasto już była – 1-go. Maszerujące wojska, służby, oficjele – to se ne wrati. Przez pozostałe 3 dni, obrzędy były dla zamkniętej liczby ważnych osób z kraju i ze świata. 4-go lutego odbyła się kremacja ciała króla. Kambodżańscy obywatele, którzy czekali przed pałacem królewskim od 6-tej rano zostali wyproszeni z tego rejonu ok 9-tej. Oni też nic nie wiedzieli. Zawiedzeni mówili, że lepiej było zostać w domu i obserwować wszystko w TV. A teraz najlepsze. Oficjalnie wszyscy obywatele kochają króla i ogromnie żałują jego straty. Królowa (żona) i syn (nowy król, a wygląda jakby był bity w dzieciństwie) zachowują się tak jakby umarł wczoraj. Płaczą z żalu, no po prostu nosi ich itd. No ale jak możesz czuć ten sam silny żal po ponad 2 miesiącach?? Normalnie człowiek się oswaja ze stratą dość szybko. Ale nie oni. Oni nie mogą nie żałować. No jeszcze prezes Kaczyński może tak żałować, że w trakcie ważnej, jakby nie było, kampanii wyborczej wypowiadane przez siebie głupoty tłumaczył zażywaniem proszków anty-smoleńskowych… By the way – czy teraz też zażywa te proszki??
  2. Porażka druga – chiński nowy rok. Okazuje się, że społeczność chińska w stolicy nie jest aż tak widoczna. Nie ma chinatown jak w Bangkoku. Do tego władze miasta zabroniły używania środków pirotechnicznych podczas tych 3 dni nowego roku. Ale sami strzelali jak był pogrzeb. Również nie było żadnej informacji co będzie się dziać w mieście w ciągu tych 3 dni. Nie widziałem więc jakiś dużych parad, tańców smoka itd. Bangkok docenia to święto, bo wie że będzie kasa z turystów.
  3. Błąd nr 3 – lot do Bangkoku. Na wstępie powiem, że jak wjeżdża się do Tajlandii lądem, to dostaje się za free 15 dni pobytu. Jak robi się to samolotem – 30 dni. Tak więc większość ludzi wali samolotem. Też zarezerwowałem lot sumarycznie za 78$. Błąd polegał na tym, że jest możliwość ubiegania się w Phnom Penh w ambasadzie tajskiej o wizę na 2 miesiące za 46$. Czeka się 4dni. Jak dodamy do tego koszty transportu autobusowego, może wyjdzie podobnie. Ale zysk jest większy bo ma się 2 miesięczną wizę, nie jest się związany terminem lotu itd.

Tak więc na Phnom Penh wystarczy przeznaczyć 2 dni, tyle żeby zobaczyć muzeum Tuol Sleng. Samo miasto nie jest ciekawe. Nie tak małe jak Vientian w Laosie, ale bez rewelacji.