No tak, pełnia księżyca minęła, jest 27 lutego można jechac dalej. Wsiadam więc na prom płynący na wyspę Ko Samui. Wyspa jest największą w zatoce Tajlandzkiej. Ma najlepsze połączenia z lądem stałym. Nie miałem tam wiele do roboty. Z grubsza chciałem odwiedzić taką parę, Taja i Angielkę, którzy podrzucili mnie 3 miesiące wcześniej w górach pod Chiang Mai. Miałem do nich kontakt, odezwali się, więc chciałem im postawić kawkę.

Kiedy kupuje się bilet na Ko Samui trzeba uważać, na której przystani cię wysadzą. Może to być Nathon na zachodzie lub Bang Rak na północnym wschodzie i ten mnie akurat interesował. Miałem stamtąd względnie blisko do salonu tatuażu tamtej parki. Na wyspie ciężko z komunikacją. Nie widziałem mototaxi, songthewów koło przystani też nie było, za to stały czerwone taksówki (najdroższe co może być). Najpierw zdobyłem dobrą mapę wyspy za free z jakiegoś hotelu, a potem szybko złapałem stopa – zarośnięty staruszek, który podwiózł mnie praktycznie pod drzwi salonu.

Hmm nie było tak fajnie jak sie spodziewałem. Miałem wrażenie, że zaskakuję ich lub bardziej – nie jest im w smak ta wizyta. To po co się zgadzali przez maila? Presji nie ma, wyszło na to że możemy się spotkać następnego dnia w innej części wyspy. Baardzo byli zdziwieni, jak im powiedziałem, że podjechałem do nich stopem. Twierdzili, że na Ko Samui to ludzie są be i się nie zatrzymują. A jak im powiedziałem, że mam teraz zamiar na stopa podjechać do Nathon to stwierdzili, że mało prawdopodobne. OK zobaczymy.

Stopa złapałem po 5 min. Taki fajny starszy gość, mało gadał po angielsku, ale jechał w tę stronę co ja i chciał po prostu pomóc. Zawiózł te 30km do samego centrum Nathon. Ojj coś zdaje się, że państwo od tatuaży swojej wyspy nie zna. Obok był targ z żywnością. Dzięki uprzejmości jednej sprzedawczyni odkryłem swój nowy ulubiony owoc – langsard. Kulki może max 3cm, skórka cienka, mocna i koloru kremowego:) Środek jest przeźroczysty i soczysty. Słodki i kwaśnawy. Mniam. Jest też droższa odmiana – (longong?) – mniej wody, więcej miązszu i nie jest kwaskowaty. W miasteczku wypożyczyłem skuter za 180BHT/dzień i dalej jechałem już na południwy zachód wyspy w poszukiwaniu taniego noclegu. Ogólne założenie było takie, żeby zrobić pętlę wokół wyspy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara w 3-4 dni.

Zmierzchać zaczyna a ja nie mam nic. Zaczynam być niespokojny, ale pokierowany przez jedną recepcjonistkę podjeżdżam do restauracyjki na uboczu. Strzał w dziesiątkę!! Szefem jest młody, otwarty gość. Mówię, że mam hamak, taki co można zawiesić albo rozłożyć na podłodze. I z moskitierą. Dał mi dowolne miejsce. Znalazłem taki tarasik, normalnie używany jako miejsce masażu klientów przy plaży. Co było ważne miał daszek i dwa płaskie materace🙂 Ogólnie miejscówka była super. Był prysznic, toaleta, restauracyjka działała do 21, mieli internet, a plaża była 15m dalej :)) To był świetny wieczór. Gdyby nie chmury, to zachód słońca byłby pierwszorzędny. Kolacja też była dobra. Ja tam kiedyś wrócę – I-Talay Nasal Garden & Restaurant. Daszek się w nocy przydał, bo padło.

Następnego dnia zwijam się przed otwarciem restauracji i jadę na miejsce spotkania z parką – Hinta Hinyai. Po drodze widziałem najpiękniejsze miejsca na tej wyspie. Rozpogodziło się i całe to puste, południowe wybrzeże pokazało się z najlepszej strony. Także Hinta Hinyai, to sławne miejsce, gdzie skały nabrzeżne przypominają kobiece i męskie narządy rozrodcze:)
Podczas tego dnia napstrykałem wiele świetnych fotek. W momencie pisania tego artykułu odkryłem, że jakimś cudem skasowałem je z karty zanim przerzuciłem na kompa! Niewybaczalny błąd! Nie wiem jak to się stało, ale poziom wkurzenia jest wysoki! Ale to jeszcze nic. Nie udało się spotkać z tamtą parką. Nawet się nie odezwali, mieli do mnie numer i ja do nich. Nie wiem czy rozminęliśmy się przy skałach, czy co, ale po prostu kontakt urwał się poprzedniego wieczora. Pal licho jadę dalej. Następny nocleg znajduję na plaży Lamai. Tu już jest turystycznie – za bungalow raz zaszalałem i zapłaciłem 400BHT (potem znalazłem bungalowy za 300BHT). Całą oszczędność z poprzedniego noclegu diabli wzięli. Co ciekawe rządził zakładem Niemiec. Już dawno zorientowałem się, że nawyższe ceny są w lokalach prowadzonych przez przebywających w Azji Europejczykach.

W sumie kolejny dzień był fajny. Nie było nudy, a same plaże mogą być. Wschodnie wybrzeże Samui to już w pełni turystyczne miejscowości. Dużo hoteli, dużo turystów. Plaże szerokie i długie. Trochę nie dla mnie. W tym komercyjnym gąszczu znalazłem dorm room za 200BHT w okolicy plaży Chaweng. Yea! (Samui hostel?)

Chciałem jeszcze zobaczyć panoramę wyspy z któregoś ze szczytów (ok 600m), niestety, pogoda nie dopisała. Sam wjazd na te góry nie jest prosty, dróżki są bardzo strome, miejscami żwirowate, miejscami betonowe. Trzeba uważać. Lepiej nie próbować wjeżdżać tam w dwie osoby na jednym motorku.

Krótko mówiąc, Ko Samui jest dośc ciekawą wyspą. Są ładne widoki, dojazd blisko z lądu stałego. Jeśli ktoś ma namiot, to bez wątpienia polecam mało zagospodarowane południowo-zachodnie wybrzeże. Jeśli nie to plaża Chaweng na wschodzie też da radę.