Następnym etapem podróży był sławetny Phuket. Spodziewałem się tłumów kręcących się po tej okolicy, tak więc również wysokich cen za nocleg i w ogóle masowej turystyki. Dlatego zanim pojechałem na wyspę Ko Surin, wysłałem prośbę o kanapę na Couchsurfing.org. Kiedy wróciłem na ląd stały, odpowiedź już czekała. Pozytywna🙂 W ten sposób znalazłem nocleg na parę dni w Choeng Talay.

Nic lepszego nie mogło się stać. Miejscowość leży pośrodku wyspy Phuket, do morza było 30 minut pieszo. W ogóle nie było mi żal, że nie mieszkam w miescowości Phuket. Główne miasto leży na południowym wschodzie wyspy, zaś plaże rozłożone są na zachodniej stronie. Wynika stąd, że żeby popływać, trzeba z Phuketu wziąć transport do odległej o 10km plaży Patong, która staje się powoli ośrodkiem samym w sobie. Plaża Patong jest po prostu najbliższą z plaż dla ludzi z Phuketu. Śmieszne prawda? Co to za wakacje na tak durnej wyspie? Aa i niewiadomo dlaczego jest tam wielu Rosjan. Tak jak w Pattai. W zupełności wystarczyła mi kanapa w moim miasteczku.

No, ale może po kolei. Część podróży zrobiłem stopem, potem 100km autobusem, bo już ciemno było, a ostatnie 5km znow stopem z podwózką pod sam dom Kristiny. I to nie byle jakim wozem, bo Mercedesem E300:) Coś jak nasz wózek testowy w Delfaju. Zdziwiła się dziewczyna, ale ciepło powitała już na ganku. Ogólnie co do gospodarzy: to para Amerykanów pracujących jako nauczyciele angielskiego. Mają wynajęty piętrowy dom, piętro dla nich, parter dla gości z couchsurfing.org . To doświadczeni gospodarze, od razu przedstawili reguły, miejsce do spania itd. Był dostęp do wspólnej toalety, kuchni i lodówki. Jak się później okazało, oprócz mnie w tych dniach nocowały jeszcze 3 inne osoby: Clara, Mike i Bau. Potem jeszcze spotkałem ich na Krabi, ale to już inna historia. Okolica spokojna, w ogóle nieturystyczna. To mnie bardzo cieszyło, bo ceny normalne, ludzie też odnosili się ze zwykłą serdecznością. Trafiłem na wieczorny festyn w pobliskiej świątyni, więc pojadłem sobie znow lokalnych przysmaków. Właściciele mieli koty, trzy małe i parę dużych, dochodzących. Te trzy małe były słodkie, ale jak wcześnie rano zaczynały się bawić np ręką to miałem ochotę je podusić…

Ponieważ Phuket jest największą wyspą Tajlandii, nie ma innej rady trzeba wynająć skuter żeby to ogarnąć. Po przejchaniu 20km, trafiłem na północną plażę: plaża stromo schodzi do morza tak więc nie ma mielizn. Piasek drobny i czysty, ludzi – na palcach jednej ręki policzyć. Sama plaża rozciąga się na parę kilometrów. Po południu pojechałem na inną plażę bardziej na południe – to samo, tylko więcej ludzi. Nuda :)) Pewnie dlatego Phuket bardziej słynie z seksturystyki niż z naturalnego piękna.

Dla znudzonych plażą i seksturystyką jest jeszcze możliwość – wykupienie podróży łodzią na którąś z wysp. Baardzo drogie są wycieczki łodzią na Ko Similan. A to dlatego że jest to podróż kombinowana: najpierw 100km autobusem do portu Lam Kaen o ile pamiętam, a potem zwykła szybka motorówka. Nie wiem czy nie ma bezpośrednich połączeń morskich, jednak nie wyobrażam sobie spędzania tak długiego czasu w targanej wstrząsami łodzi motorowej. Można tez wyskoczyć na Koh Phi Phi. Odległość do tej wyspy jest taka sama jak z Krabi. Nie orientuję się w biletach.

Na wyspie Phuket spędziłem niecałe 4 dni, ale wynikło to z faktu wspólnego spędzania czasu z innymi włoczęgami. Sama wyspa nie jest w stanie zaskoczyć ani zatrzymać urokiem. Opinie o mieście Phuket podzielają inni, nawet stateczni Niemcy:)