Kiedyś miałem wrażenie, że Malezja to taki kraj, w którym niby jest ciepło, ale to już nie taki raj jak Tajlandia . Okazuje się jednak że ma w swoich włościach pewne wyspy na północnym wschodzie Półwyspu Malajskiego, które w kategorii piękna mogą konkurować z niejedną tajską wyspą… Po tym intrygującym wstępie wylądujemy na Perhentianach.

island-map

Perhentiany to zespół dwóch wysp: Pulau Perhentian Besar (Duża) i Perhentian Kecil (Mała). Obie są zamieszkałe, obie są pełne ośrodków wypoczynkowych. Jednak mam wrażenie że Perhentian Besar jest dla statecznych i być może zamożniejszych ludzi, podczas, gdy młodzież upodobała sobie Perhentian Kecil. Ponieważ jeszcze emerytem nie jestem, też zainteresowałem się Małą wyspą.

Dostać się do obu z nich można z tego samego miasteczka – Kuala Besut. Kiedy kupujemy bilet na łódź, deklarujemy plażę docelową. Ma to znaczenie, no bo tak:  na Long Beach uderza najwięcej młodych, więc Azjaci się wycwanili i nie dopływają do brzegu, tylko stają kilkadziesiąt metrów dalej a pasażerowie muszą zapłacić ekstra kolejnemu przewoźnikowi za dopłynięcie do samego brzegu; Coral Bay (południowy zachód na mapie błędnie zaznaczono jako Butterfly) jest naprawdę fajna, cicha – łódki z lądu stałego przybijają tu do przystani. Jest też odseparowana od reszty wyspy, na północy D’lagoon beach – tam łódź dopływa do brzegu. Cena bazowa za bilet z Kuala Besut taka sama.

D’lagoon

Chciałem być sprytny, zadzwoniłem przed przyjazdem do D’lagoon żeby mieli dla  mnie miejsce. Jednak nie chciałem tam jechać od razu – łudziłem się, że na Coral Bay znajdę coś podobnego, a będzie o wiele ciekawiej – niestety nie było miejsc, lub też miejsce noclegowe przypominało norę. Niechętnie, ale musiałem skorzystać z usługi łodzi i dać się przewieźć na północną plażę, gdzie czekał na mnie nocleg.

Przy tej plaży stoi prosty w swojej budowie ośrodek z widokiem na wschód. Ja mieszkałem w 12-to osobowym pokoju na parterze. Bar zrobiony z pomysłem, cały w drewnie. Dla dzieciaków gry planszowe, dla dorosłych – książki. Generalnie podejście profesjonalne🙂 Ceny wyższe niż pozostałej części wyspy, mogą sobie pozwolić – konkurencji nie ma. Co mnie jednak denerwowało to bardzo małe porcje – dobre ale małe. Zdarzyło mi się zamawiać podwójne danie kiedy byłem głodny. Reklamują się, że WiFi działa – tak jakby wcale. Nie ma co sobie nawet zawracać głowy internetem na całej wyspie w ogóle. W tej okolicy był dostęp do dwóch kapitalnych zatoczek (wschodnia i zachodnia); żeby dostać się na resztę wyspy to albo pieszo przez wzgórza – bardzo wyczerpująca droga. Albo łódką za 15RM. Można też od razu popłynąć tu i z powrotem na ląd stały bez odwiedzania reszty wyspy bez ekstra opłat za bilet.

Spędziłem tam parę fajnych dni, dużo pływałem z fajką. Z większych ryb to spotkać można „blacktip shark” – o wschodzie słońca czasami pojawiały się tłumnie tuż przy zachodniej plaży albo „humphead wrasse” – było tam takie stado 16tu.

Poznałem tam też takiego Ruska z St. Petersburga – Slava. Ciekawa historia – raz poprosił o światło i coś ostrego, to mu dałem scyzoryk i czołówkę. Potem tak patrzę a on coś sobie z uporem przez godzinę ze skóry nóg wydłubywał🙂 Heh mówił, że był wcześniej na Sri Lance. Baardzo polecał. Lepsze niż Indie. Tam snoorkował sobie pewnego razu, ale nie spostrzegł, że nadchodzi pora odpływu. Zbliżył się za bardzo skał porośniętych jeżowcami. Potem już tylko wystarczyło parę chluśnięć fal i nadział się na te jeżowce. Poraziło go momentalnie. Mógł ruszać tylko jedną ręką i chyba nogą. Był sam, niewiele brakowało żeby się utopił, ale jakoś dopłynął do plaży. W szpitalu udzielono mu pierwszej pomocy oraz powyjmowano co większe kawałki kolców. Slava narzekał jednak, że początkujący sanitariusze zrobili/ły to nieumiejętnie i wiele kawałków wciąż po kilku tygodniach tkwi w jego skórze. Stąd to dłubanie – heh niezły gość. Potem razem łaziliśmy po wyspie, wieczorami graliśmy w szachy.

Coral Bay

Znudziło mi się siedzenie w D’lagoon. Przeszedłem pewnego ranka z tobołami na południe wyspy w poszukiwaniu noclegu. Koniecznie rano póki słońce nie przypieka ! Znalazłem świetną miejscówę: łóżko w pokoju wieloosobowym w wypaśnym ośrodku Shari-la Island Resort. Generalnie mają drogo, ale ten klimatyzowany pokój był specjalnie dla ludzi z plecakami – 20RM. Co jeszcze mieli fajnego – kolacje za 20RM „Jesz ile wlezie”🙂

Sama zatoczka jest bardzo malownicza. I co dziwne dość cicha nocą. Jest duży wybór szkół nurkowych i knajp. Chyba najlepsze miejsce na wyspie. Do snoorkowania nadają się zachodnie plaże – można spróbować na boki od Coral Bay. Trzeba się wysilić i popłynąć dalej, ale opłaca się. Nawet z fajką nurkując widziałem „puffer fish”, barrakudę, mątwę, murenę. Ale jak mówię, trzeba trochę głębiej zejść. Z tej zatoki istnieją łatwe przejścia piesze do Long Beach oraz do mniejszych i pustych plaż na południu wyspy.

Pod wpływem miejsca zdecydowałem się zrobić tam drugi stopień PADI – AOWD. Znalazłem sobie szkołę z dobrym sprzętem – Ombak Divers. Miałem szczęście, grupa była akurat 3-osobowa, a czasami płynąłem sam z Crystal-instruktorką i z innymi grupami. W okolicy jest parę interesujących miejsc nurkowych, m.in. Sugar Shipwreck, wietnamski wrak oraz punkty ze zwierzyną morską. Widoczność jest mocno uzależniona od prądów morskich i opadów. Moje ostateczne wrażenie? Na Koh Tao nurkowało mi się fajniej, może dlatego, że był to początek, a może dlatego, że Simon był fascynatem podwodnego życia i mi je ciągle pokazywał.

Long Beach

Na temat tej plaży za dużo nie mogę napisać. Jest długa, z pięknym, białym i drobnym piaskiem. Widok na wschód. Nie ma co nurkować tam z fajką, bo płytko i sam piasek🙂 Nie mniej jednak kapitalne miejsce na imprezy, które się tam co noc odbywają. Wzdłuż plaży rozsiane są bary z noclegami, ale podejrzewam, że cudem jest znalezienie tam wolnego miejsca i taniego.

Podsumowując można powiedzieć, że Perhentiany to bardzo ciekawe miejsce do spędzenia wakacji. Urokiem dorównują tajskim wysepkom, pod względem bogactw morskiego życia ustępują jednak wysepkom na wschodnim Borneo. Turystycznie rozwinięte, ale nie powiem, żeby do cna zepsute. Jedynym minusem jest jednak lokalizacja – turysta musi przemierzyć kawał Malezji autobusem, żeby się tu dostać. Uff jak dobrze, że ja używałem stopa🙂