Wielki Szu przemówił!
W ostatnim wpisie informowałem, że jestem w Singapurze. Ja nie łudzę się, że opiszę te wszystkie miejsca na półwyspie Malezji przed przyjazdem do Polski. To se ne da.  Chodziłem po górach, nurkowałem, zrobiłem AOWD na Perhentianach, przejechałem stopem Malezję z zachodu na wschód i z północno-wschodniego krańca Malezji prawie do Johor Bahru na południu. Jedynie ostatnie 50km zrobiłem autobusem:) Często nocowałem goszczony przez Couchsuferów (CS).
Potem faktycznie zabawiłem 3 dni w Singapurze. Już pisałem, to fajne miasto – do bólu czyste, bezpieczne. Mógłbym tam pracować. Heh pomyślę nad tym.

Potem był czas na realizację dziecięcych dyrdymałów o Borneo. Chciałem tam pojechać bez powodu i bez planu. Nie ma komunikacji morskiej pomiędzy malezyjską częścia Borneo a resztą Malezji. Jak na złość całe to morze i wyspy pomiędzy Johor Bahru i Borneo są zagarnięte przez Indonezję. Zupełnie bez sensu. Im to nic nie daje a Malezja też ma duży problem. Wszystko odbywa się więc drogą lotniczą. Malezyjska część Borneo składa się z dwóch krain: Sarawak (stolica Kuching) i Sabah (stolica Kota Kinabalu). Znalazłem najtańszy lot z Johor Bahru do Kuching -112 RM. Zawczasu również znalazłem nocleg u CS. W ten sposób 9 kwietnia znalazłem się w Kuching. Na lotnisku przywitał mnie inny CS, który nocował u Elly – Reiner.

Dom Elly okazał się duży, piętrowy. Parę pokoi Elly wynajmuje różnym turystom z CS. Jest wykładowcą fotografii na lokalnym uniwersytecie. Jest zajęta przez całe dnie, ale za to bez problemu oddaje do dyspozycji skuter🙂 Wieczorami gościły też inne dziewczyny z lokalnej ekipy CS, robiliśmy jakieś kurczaki z curry i inne alkohole🙂

Jak poczytacie sobie o Kuching to dojdziecie do wniosku, że to dobre miejsce wypadowe do zwiedzenia okolicznych atrakcji.

Między innymi można zobaczyć orangutany w pobliskim rezerwacie Semenggoh Wildlife Sanctuary. Pojechałem na skuterku Elly rano, tak żeby o 9 być w ośrodku i mieć szansę zobaczyć te małpy w porze karmienia. Jest jeszcze druga pora karmienia o 15, ale po co marnować dzień🙂 Mieliśmy szczęście – pokazał się samiec alfa – Ritchie, od niechcenia jedzący banana za bananem. Były też inne sztuki, nawet matka z małym. Na zdjęciach te zwierzęta są senne i znudzone. Drzemie w nich jednak siła. Sposób w jaki się wspinają, jak łatwo rozwalają kokosy.. Nie chciałbym też być ugryziony przez takiego małpiszona. W parku można też zobaczyć 3 duże krokodyle trzymane z jakiegoś powodu w klatkach🙂

Trochę dalej od miasta, jakieś 40km na zachód w małej wiosce znajdują się dwie jaskinie Fairy Cave(?) i Wind Cave. Dostaliśmy się tam z Reinerem na skuterku🙂 Spokojnie i bez wysiłku.  Bez wątpienia polecam obie jaskinie, może nawet bardziej Fairy Cave. Za 5RM możn zobaczyć ciekawą, mało uczęszczaną jaskinię, pełną nietoperzy. Jest dość płaska, więc można się przyjrzeć nietoperzom i jaskółkom z bliska. Jest dobrze utrzymana, tablice wskazują ciekawe fragmenty jaskini. Można na ścianach znaleźć skamieniałe ślady prehistorycznych robaków.
Wind Cave jest większa, bardziej znana. I za free🙂 Najwieksze wrażenie robiła na mnie kapiąca woda w głównej komorze jaskini. Jest tam taki stalagmit (ten rosnący od dołu) wysoki na ok 8m i płaski z wierzchu (średnica może 40cm). Strasznie mi się podobało jak woda kapała wciąż na ten gładziusieńki kawał skały. Ale warunek – musi padać deszcz🙂 Jaskinia jest głęboka na jakieś 200m, wystarczy na spacer z latarką. Uważniejsi spostrzegą w kałużach małe krabiki! Dziwne, ale tam żyją.

Byłem jeszcze w Bako National Park. Standardowa cena wstępu w każdym parku narodowym na Borneo – 20RM. To atrakcyjny park bo można zobaczyć małpy Proboscis. No ale nie łatwo się tam dostać. Najpierw busem z Kuching za 3,5RM w jedną stronę, a potem trzeba wynająć łódź. Nie miejsce na łodzi – łódź. Jak ja nienawidzę ten typ chciwości. To jest taka pazerność połączona z przebiegłością. Sytuacja wygląda tak: łódź kosztuje 96RM tam i spowrotem. Jest duża na tyle, że spokojnie usiądzie w niej 6ciu Europejczyków – 3 pary + plecaki. Ale niee, oficjalna max liczba osób w łodzi jest 5! Tak więc większa grupa ludzi musi się podzielić na dwie łodzie. Można tam zostać na parę dni i nocowac w bazie parku. Data i godzina ma być znana. I do tego jeśli wybiera się ktoś tylko na jeden dzień, musi podać dokładną godzinę powrotu (przed 16.30). Bo nikt na nikogo nie będzie czekał. Jeśli ktoś nie miałby łodzi wynajętej i chciałby powrócić z parku wcześniej, spotkałby czasem łodzie oczekujące na plaży. Nawet przy wolnym miejscu
żaden sternik nikogo nie wpuści. To się nazywa zmowa cenowa! Za to ich po prostu nie znoszę!
Musiałem więc dołączyć do grupy Azjatów, żeby chociaż przez 3 godziny pozwiedzać park. Na miejscu – akurat odpływ, morze odsłoniło szeroki pas płaskiego szarego piachu. Sporadycznie można było zobaczyć wysychające meduzy oraz skuszone nimi włochate dzikie świnie:) To największe zwierzęta jakie widziałem w tym parku :)) Potem zauważyłem tylko jedno latające coś inne niż wiewiórka. Wykąpałem się w wodospadzie i to byłoby tyle. Szybko szybko bo trzeba wracać na łódź. Małp Proboscis nie widziałem. Dużo później dowiedziałem się, że te małpy całym stadem często, jeśli nie codziennie podchodzą pod biuro parku około godziny 17. No to już wiemy dlaczego pazerni lokalsi nie opływają z parku później niż 17ta. Ech szkoda gadac…
Napiszę tylko, że małpy te, występujące podobno tylko na Borneo można zobaczyć i innych rejonach Borneo: Sandakan, Kota Kinabalu, Semporna.

Kuching jako miasto nie powala. Jest w miarę czysto, bezpiecznie. Są wokół miasta i inne atrakcje, parków narodowych w tej części Sarawak jest „do porzygu”. Ja wybrałem tylko powyższe.