Napiszę tu ogólnie o tym jak widzę Sabah. Zwiedziłem wyspę Labuan, Kota Kinabalu a teraz jestem w Sempornie – bramie do niebios nurkowania😉

Labuan

To duża wyspa. Jest to port przesiadkowy dla podróżujących promem pomiędzy Brunei i Kota Kinabalu. Mnie bilet kosztował 18$ brunejskichn(Muara-Labuan) + 27RM(Labuan-KK). Obecnie ma status coś jak Wolne Miasto Gdańsk. Jest w Malezji, ale jest strefą wolnocłową. Na Labuan życie toczy się spokojnie i bezpiecznie.  Lokalny CS – chińczyk Wu gościł mnie w swoim domu. Bardzo lubię jego liczną rodzinę🙂 Pokazał mi wyspę, W zasadzie to co najciekawsze, da się zobaczyć w 3 godziny samochodem. Nie ma tam wielu turystów, są biali pracujący w centrach finansowych. Co może interesowac nurków to 4 wielkie statki zatopione w okolicy wyspy. Każdy leży na głębokości ok 30m. Są trzy szkoły nurkowe, ale nie mają zbyt wielkiego ruchu. Np. jeden wypad na jeden statek to 400RM od osoby, a potrzeba min 4 osób. W innej mógłbym się zabrać z kursem nurkowym na AOWD, ale w weekend. Szkoda. Recenzje z tych wraków są interesujące.

Kota Kinabalu

Stolica regionu Sabah. To duże miasto nad brzegiem morza. Jest to bardzo przyjemne miasto. są dwa markety: filipiński i indonezyjski. Znaleźć można tam świeże ryby i inne jedzenie. W niedziele odbywa się market z pamiątkami na Jalan Gaya. Można popływać (posnoorkować i ponurkować) w pobliskim Morskim Parku. Za dzienną wycieczkę ze snoorkowaniem i lunchem zapłacicie 70 RM. Opcja tania i najprostsza wynosi 45RM. Pod wodą nie ma szału. Sa korale, są ryby ale te mniejsze raczej. Jak ktoś chce się pomoczyć to jest dobre miejsce.

KK jest miejscem wypadowym doooo…. góry Kinabalu (4070m). Jednak jeszcze nie upadłem na głowę, żeby wywalić ok 1000RM za dwa dni na jednej górze. Trzeba tam dojechać – 2h drogi. Potem trzeba podejść do biura parku – opłata za wstęp i obowiązkowego przewodnika. Nawiasem mówiąc, ludzie opisują tę trasę na szczyt jako prostą i nieskomplikowaną. Trochę skręca flaki że płacisz za niepotrzebnego ci przewodnika. Jeśli chcecie zobaczyć szczyt i panoramę z niego trzeba być u góry ok 8rano. Potem górę zasłaniają chmury. Więc trzeba nocować.. w prywatnym schronisku na 1800m. Stąd bierze się ta cena ok 1000RM dla nie Malezyjczyków.

Jest wiele atrakcji które moga was zainteresować. Są małpy Proboscis, punkt widokowy na zachód słońca itd.. Dla mnie był to jedynie przystanek przed lotem do Tawau i podróżą do Semporny. Poznałem lokalnych CS, jednak tak się złożyło że nocowałem w hostelu. Tak nawiasem, kiedy wychodzi się do miasta z przystani promowej, dosłownie 5 minut mamy do ulicy Jalan Gaya. Jest to ulica z wieloma hostelami. Ja wszedłem do pierwszego jaki zobaczyłem i mi się spodobało🙂

Semporna

No i nadeszła pora na ostatnią przygodę podczas mojej podróży na Borneo – Semporna. Jak juz wspomniałem – brama do niebios nurkowania😀
Stała się ona bramą, od czasu kiedy Jacques Cousteau nakręcił tu jeden dokument o wyspie Sipadan. Wyspa jest fenomenalna, wyrasta z głebin oceanicznego dna piękna rafa koralowa. Ilość dużych ryb i gatunków zwierząt jest powalająca. Sipadan promuje się jako numer jeden na świecie. Ale to promocja tylko, spokojnie. Od 2002 roku Sipadan jest strefą chronioną w taki sposób, że nie można tam nocować. Nurkować może jedynie 120 nurków dziennie. Rezerwacje nurkowań na Sipadanie są na parę tygodni. Tak, tak to właśnie napędza tutaj ceny🙂

Do Tawau latają różne linie lotnicze. Ja znalazłem ofertę mega – z KK do Tawau za 66RM brutto. To tylko 12RM więcej od autobusu, który jedzie 14 godzin!
Z lotniska Tawau do Semporny jest kilkadziesiąt kilometrów, które pokonałem szybko stopem. Sama Semporna nie robi dobrego wrażenia. Jest brudno, rybacy najbardziej zaśmiecają wodę. Niszczą rafę na Mabul i Kapalai intensywnym połowem. Z resztą wszędzie gdzie byłem rybacy najbardziej syfią. Widać dzieciaki trudniące się żebractwem (mija cię gówniarz z tekstem „Hello, one ringitt!”), ale to jak z żebraniem dzieci w Krakowie parę lat temu. Jest tu duża mieszanina lokalnych rybaków i Filipińczyków. Nie rozumiem skąd tak wielka liczba ludzi tutaj, nadmiar rybaków. Powiem to brutalnie: na wskutek sławy Sipadanu, każdy głupek w wiosce pomyślał, że teraz to będzie lepiej. I mnożą się na potęgę. Potem idę drogą i widzę młodych nic nie robiących. Albo matkę z kilkorgiem obdartych, umorusanych dzieciaków taszczącą zakupy, najstarszy pcha taczkę z ryżem. To naprawdę czasem dobry biznes. Albo dzieciaki z kilkoma rybami złowionymi przy przystani, próbują sprzedać je w okolicach supermarketu. Widzę tu skrajności – bieda i dostatek stoją obok siebie.
Miasteczko jako brama do niebios informuje, że gospodarz tutaj jest po prostu do kitu. Miasteczko nie ma pomysłu na zatrzymanie turystów na lądzie. Owszem są hotele. Jest baza do jednodniowych wypadów na wyspy poza Mabul. Większość bogatych uderza od razu na wyspę Mabul, która jest piękna sama w sobie oraz jest bazą dla nurków płynących na Sipadan. To miasto nie ma NIC z tej sławy Sipadanu. Kasa trafia w zasadzie do prywatnych szkół nurkowych i łodzi z transportem.

A teraz coś o mnie samym. Przyjechałem tu bez żadnej rezerwacji i zrobiłem rundę po wszystkich szkołach nurkowych. Zakładałem, że popłynę na Mabul, pobyczę się na koniec, posnoorkuję, no może jednodniowe nurkowanie na Mabul i Kapalai. Ale w jednej szkole „Uncle Chang” zwolniły się miejsca na nurkowanie wokół Sipadan. Kurcze, ten jeden raz mogę upaść na głowę… Mam nadzieję, że zejdę poniżej 30m :> Do tego jeszcze jeden ekstra dzień na Mabul – posnoorkuję sobie a co! Moze już tu nigdy nie wrócę.
To już jutro. Jestem podescytowany:)