W ostatnich dniach wśród informacji ze świata można znaleźć również wiadomość o śmierci dwóch Polaków w Pattai.  Przyjrzyjmy się temu bliżej..

Generalnie niedaleko Pattai leży wyspa Ko Lan. To główne miejsce dziennych wycieczek mas turystów, bo plaża w mieście nie powala. O tym jak wygląda z grubsza taka wycieczka już pisałem wcześniej (artykuł Pattaya).

DSCF6622_1_przyciety

Przystań promowa łącząca z Ko Lan po lewej

W skrócie: prom, albo dokładniej rzecz biorąc przerobiony kuter rybacki, jakich tam wiele, zatonął, w efekcie czego zginęło co najmniej 6 osób a 100 zostało rannych. Media donoszą że jest polskie ofiary to para 60-cio latków ze Stalowej Woli. Gazeta „The Bangkok Post” informuje, że przyczyną katastrofy był błąd kapitana, który przyznał się, że był pod wpływem narkotyków. Przeładowany prom w wieczornej drodze powrotnej do Pattai zszedł z kursu i nadział się na skały, w efekcie czego jednostka zaczęła nabierać wody. Załoga nie poradziła sobie z zatrzymaniem przecieku, turyści zaczęli panikować i pchać się na piętro widokowe. Ok 200 osób wywróciło w ten sposób jednostkę.

źródło: http://www.bangkokpost.com/news/local/378099/pattaya-ferry-captain-confesses-to-drug-use

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Kapitan-promu-ktory-zatonal-w-Tajlandii-zazyl-narkotyki,wid,16141219,wiadomosc.html

Zaskoczenie?

Nikt nie powinien być zaskoczony po spojrzeniu na typowy „prom” w Pattai:

DSCF6634_1Za mało kamizelek ratunkowych? Za dużo pasażerów? W Tajlandii to norma. Dopiero kiedy znalazłem się w Malezji, poczułem się bardziej swojsko i cywilizowanie. Promy na Langkawi czy łodzie na Perhentiany (każdy dostawał od obsługi po kapoku z sugestią założenia go) świadczą o rozsądku i świadomości BHP.

Natomiast szalona chęć zysku w Tajlandii i masowość tamtejszej turystyki przesłaniają bezpieczeństwo i zwykły szacunek do turystów. Rząd oczywiście mówi teraz, że będzie kładł coraz większy nacisk na BHP, ale to bullshit:

The boat accident occurs less than three months after an Aug 28 incident when two Chinese tourists were killed as a speedboat they were travelling in crashed into an anchored long-tailed boat at the Bali Hai Pier.

The speedboat had been taking about 20 Chinese tourists from Koh Lan to Pattaya on the mainland.

http://www.bangkokpost.com/news/local/377912/seven-die-as-pattaya-ferry-capsizes.

Rząd na tym nie panuje i nie ma pomysłu jak to ogarnąć. Nastawia się tylko na ilość odwiedzających. Ogólnie tonące statki pełne ludzi to nic takiego w tamtym regionie. Raz na kilka miesięcy gazety donoszą o kolejnych wypadkach i nic się nie zmienia. Parę tygodni temu zatonęła łódź na Filipinach, wcześniej statek pełen uchodźców płynący z Indonezji do Australii. I tak będzie w kółko. Ostatnio rząd Australii zirytowany faktem, że zatłoczone łodzie z imigrantami próbują się dostać do „lepszego świata” wpadł na pomysł, że będzie wykupywał takie kutry po stronie indonezyjskiej, żeby przemytnicy nie mieli czym pływać. Geniusze jedyne co spowodują, to powstanie nowych firm szkutniczych w Indonezji :))

Dlatego o tym w ogóle piszę? Zaczyna się sezon podróżniczy. Odnoszę wrażenie, że większość ludzi patrzy na Azję w różowych okularach. Ruch turystyczny nakręcany jest marketingiem i bajkowymi opisami w przewodnikach/bibliach „Lonely Planet”. A to nie jest tak. Turystyczne miejsca mają dwie twarze. Oprócz pięknych plaż jest też tłok i nierzadko brud. Są problemy z transportem, jako że turyści w większości są skazani na łaskę i niełaskę miejscowych.

A na końcu tego wszystkiego i tak trzeba mieć minimum instynktu samozachowawczego, gdyż spalona skóra na plecach to najmniejsza z możliwych kontuzji. Nie jest tak prosto leczyć się na miejscu, nie tak łatwo dogadać, mimo że zazwyczaj znajdzie się lekarz mówiący po angielsku. Oby nikt z nas nie odczuł tego na sobie…