Większość ludzi, którzy przebywają w północnej Tajlandii traktuje to miasto jako przystanek autobusowy. Autobusy jadące bezpośrdnio z Chiang Mai w kierunku granicy w Chiang Kong chyba nawet się tu nie zatrzymują. Natomiast transport publiczny zatrzymuje się w centrum, po to aby większa część zachodnich turystów jechała dalej do Złotego Trójkąta. Aby przeskoczyć do granicy, trzeba na dworcu w centrum przejść do autobusu lokalnego. Trzeba to zrobić powiedzmy z 1-2godzinnym wyprzedzeniem. Jest duzo takich co chcą przekroczyć granicę.
Ale po kolei, żeby wydostać się z Tham Lod trzeba wezwać mototaxi – za podróż 9km płaci się 50 BHT czy coś takiego. Pojechało nas trzech : Ąrel, Graham i ja.

W Soppong, które leży na głównej trasie miał się pojawić „Monkey Bus” do Chiang Mai za 30 minut. „Monkey Bus” to wyrażenie Grahama oznaczające, że ten autobus ma tak wielu pasażerów że trzeba trzymać się rurki i wystawać na zewnątrz. Chodzi o to, że ten autobus jest niezwykle tani – ok 100BHT i jedzie raz na dzień. Podczas gdy co godzinę jeżdżą przyjemne, małe busy za 250BHT. Nie zmienia to faktu, że trzeba jechać min 4,5 godziny po górzystym terenie pełnym zakrętów „do porzygu”. Miejsce w „Monkey Bus” kupuje się od ręki podczas gdy miejsce w klimatyzowanym minibusie rezerwuje się z jednodniowym wyprzedzeniem np. w Soppong.
Pożegnaliśmy się z Grahamem licząc mimo wszystko na to, że jeszcze się pojawi przed odjazdem naszego autobusu. No ale w między czasie mówię tak: mamy 20 minut, może połapiemy trochę stopa?

I w ten sposób złapaliśmy po 5 minutach przyjemny, klimatyzowany minibus prosto do Chiang Mai:)) Była to ekipa Tajów i Tajek w średnim wieku. Jedna mówiła po angielsku, więc dało się porozumieć. Byli tak mili, zawieźli nas do centrum Chiang Mai mimo, że ich celem była miejscowość na północ od miasta. Byłem zakłopotany, bo nie pozwolili nam się odwdzięczyć w żaden sposób. Trzeba było poprzestać na wspólnym zdjęciu🙂 Za co im serdecznie dziękuję😀
Szybkie przemieszczenie na dworzec i już jesteśmy w busie do Chiang Rai. Aa uwaga: na dworcu kupcie bilet do dworca głównego w Chiang Rai. Inaczej traficie na odległy dworzec południowy, dla międzymiastowych połączeń!
Jest ciemno, kiedy tam dojeżdzamy. Ąrel nieświadomy, że aktualnie jesteśmy na południowym dworcu szepcze: „to jest martwe miasto!” – na zewnątrz pusto, szare niskie bloki po obu stronach…
No ale mieliśmy dobre bilety – w sumie nieświadomie dla nas, ale kobieta w Chiang Mai sprzedała nam takie jak trzeba. Jedziemy do centrum i od razu widać, że jednak jest tam życie🙂
Potem szybkie znalezienie hotelu i wio – na miasto. Szczerze mówiąc, miasto nocą nie różni się zbytnio od innych. Ma nocny targ – czytaj miejsce do wyciągania pieniędzy od turystów i niewiele ponad to. Jedynym ratunkiem dla tego miasta było stworzenie Białej Swiątyni.
Następnego dnia rano tj o 10🙂 Jedziemy niebieskim, lokalnym busem do celu. Taniocha 20 BHT zamiast 200 jak proponują leniwi kierowcy songthewów.
Sama świątynia wygląda naprawdę estetycznie. Moje wrażenie – jest nowa i zbudowana po to żeby zatrzymać turystów. Udaje im sie to nadzwyczajnie – przecież tam właśnie jesteśmy🙂 W środku nie wolno robić zdjęć. Ale wam opowiem: frontowa ściana to wielki namalowany wizerunek Buddy, przed nim mniejsza figura Buddy, przed nim mniejsza figura ostatniego wcielenia Buddy. Tylnią ścianę zdobią malunki, ale nie takie jak zwykle się widuje. Tym razem tylnia ściana przedstawia złą stronę naszego świata, przy czym jest to świat nam współczesny – komórki, film Matrix, Kung Fu Panda, Superman, Elvis, zegarek itd

Nie wiem co sądzić o tak współczesnej budowli, która doczekała się miana świątyni i obiektu turystycznego. Sztuczne jak cholera.
Powrót jest podobny. Do głównej drogi jest mniej niż 5 minut więc idziemy do skrzyżowania z nadzieją, że na światłach zatrzyma się nam lokalny autobus. Mieliśmy wielkie szczęście, bo już tam czeka. Radzę tak każdemu – nie bierzcie organizowanej wycieczki, jedźcie lokalnym busem. Całość zajęła nam 2 godziny.

Potem tylko szybki skok do hotelu po plecaki i wioo do granicy. No problem. Autobusy jadą co 30 minut. W ten sposób o 16.30 znajdujemy się w Chiang Kong na granicy z Laosem.